Będzie to powrót do wycieczki sprzed roku. Pewna wyprawa po Warszawie zakończyła się na pograniczu Ochoty i Włoch. W zupełnie tajemniczym miejscu, w którym mało kto kiedykolwiek był. Historia lokomotywni Szczęśliwice to dziewiętnastowieczny czas zaborów, carskiego zmysłu, potem pierwszej wojny, później II Rzeczpospolitej, aż smutny czas wykonywania wyroków śmierci więźniów Pawiaka.

posłuchajcie:
Od kiedy studiuję mapę Warszawy zastanawiała mnie zawsze ilość połączeń komunikacyjnych oraz linii autobusowych przypadających na jedną dzielnicę lub osiedle. Przejazd sławną 206 zajmuje panu kierowcy dosłownie 20 minut od początku trasy do jej końca. A koniec znajduje się pośrodku terenów odludnych, w samym sercu Odolan. Najbliższa i jedyna atrakcja i chyba jedyny powód, dla którego ta linia powstała do zakłady PKP Cargo za torami. Poza tym są tory, bocznice, dużo krzaków i znów tory i tory. Moja poprzednia wizyta na Odolnach zakończyła się na części wolskiej, na ulicy Armatniej. Stara trakcja kolei Kaliskiej i dziewiętnastowieczna zabudowa bardziej dostępnej wówczas dla ludzi ulicy. Po wojnie przebudowano tę okolicę w taki sposób, by zrobić przelotówkę na al. Prymasa, a Armatnią odcięto. Wchodzi więc ona tak naturalnie w tajemnicze tereny Odolan, że jak się tam zajdzie to nie ma się wrażenia, że się nowe łączy ze starym. Wszystko jest stare.

Do włoskiej części Odolan wjechać można właśnie dwieście szóstką.
Trasa kończy się na Lokomotywni Odolany wjeżdżając na stary peron. Jest tam nawet poczekalnia z tabliczką, ale pociągi podążające trakcją obok peronu nie zatrzymują się na tej stacji od dawna. Jadą sobie w kierunku Włoch i Ursusa, albo na serwis. Serwisowane są tuż obok, bo na terenach dawnej lokomotywni Szczęśliwice. Ich hangary znajdują się na Odolanach gdzieś pomiędzy Włochami a Ochotą, a sama lokomotywnia Szczęśliwice to strzeżona nie tylko jednym smutnym panem w dyżurce, a strażnikami patrolującymi samochodem cały teren. Dlatego być może nie ma śladów wandalizmu i grafficiarzy.

Lokomotywnia powstała w XIX wieku i przez lata służyła kolejom państwowym. Przed wojną od strony trakcji Warszawa – Żyrardów albo Warszawa – Grodzisk albo Warszawa – wszystko jedno gdzie, byle na północny zachód (bo tory się za Ursusem rozwidlają) znajdował się peron i stacja przeładunkowa. Wybuchła wojna i wtedy jeszcze tereny L. Szczęśliwice nie miały takiego znaczenia dla komunikacji warszawskiej, bo nawet administracyjnie do niej nie należały. Posiadały natomiast spore znaczenie strategiczne i niestety dla okupanta posiadały znaczenie praktyczne. Na terenie lokomotywni zamordowano więźniów Pawiaka w 1941 roku. Nieco bliżej Woli na Mszczonowskiej zamordowano kolejarzy podejrzanych o wysadzenie torów. Szubienica istnieje po dziś dzień. Lokomotywnia Szczęśliwice to czerwonoceglany carski styl. Cały teren jest w ogóle prześliczny i bardzo urzekający uduchowionym kolejowym stylem, który uwielbiam. Bo mało co ma w sobie tyle duszy co tory dokądś.
1486654_725730020867713_9125474932693849409_n 1924710_725730034201045_1897872451142049562_n 1957965_725729997534382_567983828650351363_n 10409581_725730000867715_8815501375635289399_n 10930079_725730030867712_6382617403839523004_n 10931397_725729990867716_5625958056971044033_n 10934006_725729994201049_5918513041871844154_n