Dzisiaj pojedziemy autobusem numer 800 z Młocin na Palmiry. Dojazd od stacji metra do cmentarza w głębokiej puszczy zajmuje około 25 minut. Dawniej nieco dłuższą trasę, bo z Pawiaka, Szucha i Daniłowiczkowskiej przemierzały ciężarówki z ludźmi.

Kiedy w 1945 roku Polski Czerwony Krzyż dotarł w to miejsce i rozpoczął ekshumacje odnaleziono w zbiorowych dołach śmierci blisko 1800 ludzkich szczątków. Zamordowanych rozstrzelaniem z broni automatycznej. Dobijanych z broni krótkiej. Kobiety, mężczyzn, starców.. Cywilną ludzność Warszawy i okolic.

Palmiry służyły Niemcom jako miejsce straceń w ramach akcji AB (pozbywania się inteligencji na ziemiach okupowanych) oraz w ramach egzekucji więźniów aresztów i więzień Warszawy. Zbrodnie przygotowywane były z należytą starannością. Przed rozstrzelaniem grupa więźniów z kommando odpowiedzialnego za przygotowanie dołu śmierci kopała na 3 metry głęboko i 30 szeroko. Oni albo Hitlerjugend. Później ustawiano przywiezionych więźniów. Nierzadko z całym dobytkiem, bo powiedziano im, że jadą na roboty..

Egzekucje w Palmirach potrafiły pogrzebać na raz od 70 do ponad 100 ludzi. Niemcy starannie to grzebanie zamordowanych ukrywali. Za każdym razem przykrywali ziemię mchem i igliwem. Tak co kilka miesięcy od stycznia 1940 do lipca 1941 roku. Wśród zamordowanych w Palmirach można wymienić Alicję Bełcikowską – pisarkę, Janusza Kusocińskiego – wybitnego lekkoatletę, Kazimierza Zakrzewskiego – profesora Uniwersytetu Warszawskiego.

Na cmentarzu w Pamirach pochowane są również ciała ekshumowane poza Palmirami, a w miejscach kaźni tak zwanego „pierścienia warszawskiego” i to nie całego, bo mowa o bliskim sąsiedztwie Bemowa i Wólki Węglowej. Razem z odnalezionymi w Palmirach, na cmentarzu znajduje się ponad 2 tysiące mogił. Większość NN.

DSC_3960 DSC_3962