Sieć kanałów w Warszawie powstała stosunkowo późno, bo pod koniec XIX wieku za sprawą wybitnego inżyniera Wiliama Lindleya, który zaprojektował sieć kanalizacyjną między innymi w Hamburgu i Sankt Petersburgu. Niecałe 50 lat później, kiedy planowano Powstanie, nikt nie brał pod uwagę sieci kanałów jako elementu łączności, bowiem w założeniu Powstanie miało trwać zaledwie 3-4 dni.

Kiedy okazało się, że walki nie skończą się tak szybko, przy współudziale pracowników kanalizacji warszawskiej wytypowano kilka najważniejszych tras łączących dzielnice w transporcie meldunków, broni oraz tras ewakuacyjnych. Do obsługi tras kanałowych wytypowano Plutony Łączności Specjalnej przy Głównej Komendzie Armii Krajowej. Powstańcami, którzy przekazywali meldunki i amunicje zostały albo szczupłe i niewysokie kobiety albo młodzi harcerze. Warunki były bardzo trudne. W niektórych miejsach nad kolektorami trzeba było czołgać się po specjalnych półkach, w innych miejscach wysokość sięgała najwyżej 110 cm. W kanałach panowały całkowite ciemności, unoszące się gazy utrudniały oddychanie. Wyłączenie sieci wodociągowej pomogło młodym ludziom w przechodzeniu tunelami, ale coś za coś: stojąca weń woda była brudna od ekstrementów i śmieci.

Dziś sieci kanałowe w stolicy są niemalże identyczne co w czasie Powstania. Przybyło kilka nowych, ale stare trasy powstańcze przetrwały wojnę. Do najważniejszych należały: Stare Miasto-Żoliborz, Stare Miasto-Śródmieście, Stare Miasto-Powiśle, Śródmieście Południowe-Mokotów, Czerniaków-Mokotów, Ochota-Śródmieście.

Na początku działańs powstańczych Niemcy nie przywiązywali uwagi do kanałów jako istnotnego elementu działań Polaków. Dopiero gdy z obszaru Starówki zniknęli żołnierze, Von dem Bach-Zelewski podjął decydje, by kanały odciąć, a Powstańcom i ludności cywilnej uniemożliwić lub znacznie utrudnić przemieszczanie się tymi trasami.

I tak Niemcy obstawiali włazy do kanałów, wrzucali do kolektorów granaty, gazy trujące, ostrzeliwali ludzność, a także przerzucali na tereny walk swoich szpiegów. Ludzie podróżujący kanałami nierzadko załamywali się nerwowo, tonęli, a ranni niejednokrotnie po zetknięciu się ran z ekstrementami nie przeżywali infekcji.
Jeszcze długo po wojnie z kanałów wydobywano zwłoki ludzi, którzy zostali w nich na zawsze.

0000DSC_3429 DSC_3428 DSC_3439 DSC_3446 DSC_3449 DSC_3473 zzDSC_3423