W pierwszych latach XX wieku warszawskie śródmieście zakwitło w szereg nowych inwestycji. Nowe kamienice, gmachy budynków kulturalnych oraz wiele innych budowli użyteczności publicznej powstawały jak grzyby po deszczu. Istny złoty wiek dla Warszawy. Ulica Jasna istniała od wieku osiemnastego, ale kamienica pod numerem 10 wyrosła u zbiegu z Sienkiewicza w 1903 roku. Obok, bliźniacza kamienica pod numerem ósmym. Obie sąsiadowały z Filharmonią, wydawnictwem Gebethner & Wolff i tworzyły najbardziej nowoczesne w tamtych latach finansowe centrum stolicy. Kamienica przy Jasnej 10 była duża, mieszkania w niej olbrzymie, wysokie na blisko 4 metry. W stropach umieszczono stalowe belki, konstrukcja była zatem stabilna. Jakby przeczuwała co może wydarzyć się za 41 lat..

Dla Basi, córki ostatnich właścicieli kamienicy 18 sierpnia 1944 roku był kolejnym dniem Powstania. Jej mama pod nieobecność ojca zeszła na dół, by pobyć z dozorcą i jego rodziną w stróżówce przy bramie głównej. Tam raźniej, tam jest z kimś porozmawiać. Basia widziała jak ludzie wracali z kaplicy Dzieciątka Jezus na ulicy Moniuszki (dzisiaj stoi tam oszklony wieżowiec) i szli wzdłuż Jasnej. Pamięta ten przejmujący, straszliwy odgłos „nakręcanej krowy”. Ludzie wbiegli w bramę, pocisk wleciał za nimi. Uderzył w mieszkanie dozorcy. Spalonych zostało wówczas 35 osób, w tym dozorca z córką. Druga córka, żona gospodarza i matka Basi przeżyły. Spalonych pochowano u wylotu ulic Zgoda i Jasna.

Cała historia kamienicy i Barbary Martynowicz przepięknie opisana w albumie Ostańce Magdaleny Stopy (Tom 1). Ostatnie zdjęcie jest skanem z książki. Fot. Tadeusz Bukowski.

DSC04402 DSC04405 DSC04406 DSC04412 DSC04414 IMG_20150210_181524